Stowarzyszenie Vajra

GeMnO - lekcja pokory

Email Drukuj PDF

Gdy festiwalowe szaleństwo trwało w Krynicy my postanowiliśmy odpocząć od tłumów i zgiełku obierając kierunek na Beskid Wyspowy i miejscowość Wojakową gdzie odbywały się VII Górski Ekstremalny Maraton na Orientacje. Piątek (6.09.2013r) po bujnym pobycie w pracy wreszcie w samochodzie, jeszcze zakupy w pobliskiej Biedronce i ogień, ok. 22.00 docieramy do Zespołu Szkół  w Wojakowej gdzie po rejestracji z ulgą prostujemy kręgosłupy na sali gimnastycznej. Rano start godzina ósma dostajemy mapy i w drogę zapowiada się bardzo pogodny dzień i taki się okazał, chociaż nam zburzył troszkę pogodę ducha. Nerwów i napięcia nie ma bo i imprezka kameralna na naszej trasie Masters pieszej startuje tylko 2 zespoły ale również i na innych nie ma tłoku. Treningowo zaczynamy się rozbiegać. Pierwszy PK bez problemu. kondycja w normie, przełajki kilometry mykają jak w grze komputerowej. I chyba to nas zgubiło w którymś momencie łapiemy szlaki i sobie spokojnie truchtamy w miłej atmosferze konwersacji nagle budzimy się w innym miejscu gdzieś poza mapą. Zgubieni. Przyzwyczajeni do map o skali 1:50000 nie wiedzieliśmy że to tak szybko leci, na dodatek okoliczna ludności w ogóle nie kojarzy nazw z mapy, wreszcie odnajdujemy się i bierzemy nowe koordynaty. Niestety musimy zrezygnować z drugiego punktu  ponieważ daleko od niego się oddaliliśmy. Na trójkę nabiegujemy bez problemu, ale po wybiegnięciu z niego trafiamy na zielony szlak, który zakręca i po chwili orientujemy się, że nie prowadzi w tą stronę, co trzeba. Ja nawet zacząłem podejrzewać że mapa ma południową orientacje, gdy się odnaleźliśmy zaczęły nas łapać limity następnych punktów. Emocje ma dodatek zaczęły nam nie racjonalnie podpowiadać następne warianty i w ostateczności omijamy następujące punkty i na limicie zbieramy ostatni punkt i do bazy. Z zaplanowanej trasy długości 30 km nabiegaliśmy ponad 40km. I parę minut przekroczyliśmy limit. Potem wszyscy zostaliśmy zaproszeni na biesiadę w Białym Jeleniu. Zabawy i omawianie wariantów trwały do 22;00. Powrót i rano na start, pomimo tego ze widzieliśmy ze nie będziemy klasyfikowani poprzez opuszczenie punktów i przekroczenie limitu czasowego – walczy się do końca przecież. Dzień drugi – trasa w optymalnym wariancie wynosie tyle do w pierwszym dniu 30 km tylko limit czasowy skrócony o godzinę (8h) a my troszeczkę dojechani po pierwszym dniu maratonu. Zaczynamy spokojnie i w trakcie się rozkręcamy idziemy jak po sznureczku przy okazji analizując błędy dnia wcześniejszego. Punkt za punktem zaliczamy po kolei, lampiony głownie na szczytach górek wiec i przewyższenie większe jak w dniu wcześniejszym. Przed nami oczekiwany z obawą  punkt 7 jakieś skałki które w dzień wcześniej nie mogliśmy zlokalizować o dziwo skupieni na mapie i parę minut przeczesując las odnajdujemy, reszta trasy to banał skracamy jak się tylko da i przed limitem czasowym osiągamy bazę. Zadowoleni ale z lekkim rozczarowaniem -  mówimy „nie można było tak wczoraj”, pakujemy mandżur, jemy obiadek i obieramy kierunek dom. Obiecujemy  sobie  że Gmina Iwkowa jeszcze nas zobaczy za rok. Takie małe i kameralne imprezki są bardzo klimatyczne. Dzieki organizatorom za fajna imprezkę w pięknym rejonie Beskidu Wyspowego. A my wzięliśmy chyba coś, ważniejszego niż satysfakcje z ukończenia – porządną lekcje nawigacji i pokory. Był to naprawdę porządny trening przed czekającym nas za tydzień Mordownikiem.