Stowarzyszenie Vajra

Bieg 7 Szczytów - wspomnienia z pierwszej ręki cz. 2

Email Drukuj PDF

48 ... (cd)

Druga noc biegu. Dość monotonny i nieszczególny odcinek Wambierzyce – Ściniawka Średnia (157 km) – Słupiec pokonuje w samotności, tylko od czasu do czasu jestem mijany przez uczestników biegu K-B-L, którzy wystartowali o 20:00 z Kudowy Zdroju i zdecydowanie szybciej napierają. Tuż przed świtem dogania mnie Daniel, przed wejściem w Góry Bardzkie decydujemy się na odpoczynek. Udaje się podrzemać 25 minut. Wspólnie z Danielem docieram do Przełęczy Wilczej, dla mnie to 178 km dla niego 58. Nieco szybciej ogarniam się na punkcie kontrolnym i w dalszą drogę bardzo stromym podejściem ruszam sam. Dziesięciokilometrowy odcinek do depozytu w Bardzie dłuży mi się w nieskończoność, docieram do niego po pokonaniu 188 km i ponad 39 godzinach od startu w Stroniu Śląskim. Niespiesznie uzupełniam zapasy z ostatniego już przepaku, dokładam drugą parę skarpet na obolałe stopy, zostawiam rzeczy, które mam nadzieję już się nie przydadzą i w drogę. Trasa do Przełęczy Kłodzkiej rozpoczyna się bardzo długim i stromym podejściem na Kościelec dalej wiedzie przez, najwyższe wzniesienie Gór Bardzkich, Kłodzką Górę i stromo spada na przełęcz, na której zlokalizowany jest przedostatni punkt odżywczy. Na ostatnie 25 km trasy przez Góry Złote ruszam z poznanym na trasie kolegą Maćkiem. Rozpoczynam marsz wąska i rozgrzaną asfaltową drogą, zdobywamy Ptasznik i spadamy na 212 km do Orłowca. Ostatni łyk izotonika, kawałek banana i ruszamy w kierunku Lądka. Podążam z Maćkiem jeszcze około 5 km, na kolejnym podejściu czując bliskość mety i resztki energii postanawiam przyspieszyć. Tuż przed końcem podejścia wyprzedzam jednego zawodnika, pozostaje trawers, zejście do Lutyni i ostatnie kilometry do mety. Wchodząc do Lądka mijam strażaka, który informuje mnie, że zostało tylko 850 m. Postanawiam spróbować pobiec. Udaje się zapomnieć o bólu mięśni, o obolałych stopach i ogromnym pragnieniu. Już w centrum Lądka Zdroju wyprzedzam jeszcze dwóch zawodników i osiągam po 48 godzinach, 44 minutach i 46 sekundach metę 223 kilometrowej trasy. Gratulacje od spikera zawodów, medal, kubek wody, westchnienie i podświadome pytanie: Co dalej?