Stowarzyszenie Vajra

IV Bieg Szlakiem Wygasłych Wulkanów

Email Drukuj PDF

Czerwiec 22-23 – ta data na stałe wpisuje się do naszego kalendarza imprez biegowych oraz rodzinnego spędzania wolnego czasu, a przy okazji uczczenia mojej rocznicy ślubu. I chociaż w tym roku nie planowaliśmy przebrania się za parę młodych to wiemy ze organizator atrakcji przyszykował niemało. W tym roku zdobywa się zamek Grojec, który na wulkanie stoi. Ale zaczniemy od początku. Wczesnym rankiem pakujemy się do teściowej bryki, bo moja w rozsypce i tniemy piękną autostradą A4 do Złotoryji. Mimo już mojego czwartego uczestnictwa w tej imprezie pod koniec drogi zwiedzam zawłe uliczki Złotoryji, żeby trafić nad jezioro. Szybka rejestracja i biegi moich pociech. Sara ładnie zaczęła, ale chyba coś za szybko i w połowie trasy złapała ją zadyszka, co skutkowało spadkiem na 16 pozycie. Druga pociecha w biegu przedszkolaka  99%  trasy przebiegła samodzilelnie cały czas uśmiech od ucha do ucha. W tym roku nie bała się błota i wejścia do rury co oczywiście zaskutkowało utaplaniem rodzica w błotku. Na mecie obie córy zadowolone z medalami na piersi. Po umyciu się z grupsza w pobliskiej Kaczawie udaliśmy się rozbić gniazdko i szybko na festyn podróżnika – gdzie w bardzo fajny sposób zorganizowano przygodę na zamku, który można było przy okazji zwiedzić. Gra polegała na poszukiwaniu punktów i wykonwyaniu na nich zadań zręcznościowych i umysłowych: rozwiąznie alfabetu morsa, znalezienie roślin, strzelanie z łuku, labirynt, poszukiwanie znaków, chodzenia na nartach w kilka osób, odgadniecie imienia ducha czarnej prababki i wiele innych w sumie z 13 ich było. Na koniec ognisko i kiełbaski. Ostatnim transportem docieramy nad zalew i tu miłe zakończenie, bo w losowaniu wygrywam lataraczke i bon zakupowy. Rezygnuje z biegów eliminacyjnych, które to niestety kończą się tragiczne dla jednego z zawodników, który opuszcza nas z powodów sercowych, łącząc się z rodziną w tej tragedii zapada cisza podczas biegu głównego. Organizator rezygnuje z części zabawowej biegu i poświęcamy cały bieg w całości Krzysztofowi. Wystartowałem z ostatniego boksu, co oczywiście skutkowało 350 miejscem, ale to nie ma zanaczenia, na którym miejscu kończy się ten bieg. Tak samo bawiłem się jak ci co byli na 100. Chociaż było dużo przestojów ze względu na brak możliwości wyprzedzania na trasie, ale jak to się mówi trzeba było biegać w eliminacjach. Jak co roku trasa bardzo fajnie przygotowana, rury, rowy, podbiegi, błoto, dużo błota, dym i rzeka Kaczawa, wraki samochodów, płoty i pokrzywy i inne atrakcje? Jednym słowem hard core. Chociaz Mirek się odgraża od lat drutem kolczastym to go nie było, no może w przyszłym roku. Na V edycje czekam z utęsknieniem, ponieważ córa się deklarowała start ze mną na biegu głównym, może być ciekawie. Zapraszam wszystkich do zapoznania się z imprezką na stronie oraganizatora, który to w tym roku szykuje zimową wersję biegu wulkanów pewnie również będzie ostro, a to dopiero 7 grudnia jest czas aby się przygotować. Szczegóły na stronie www.biegwulkanow.pl