Stowarzyszenie Vajra

vajbannep.jpg

Nasze Imprezy - kliknij w baner

 

 

 

 

 

Aktualności Vajra

Jesień z kompasem czyli XXXI marsze na orientację.

Email Drukuj PDF

W tą piękną słoneczną niedzielę (6.10.2012r). wybraliśmy się w gościnę do Koła PTTK „Czartak”. To już chyba nasza trzecia impreza w której mamy przyjemność uczestniczyć, a po raz drugi gościmy w Chorzowskim Parku Rekreacji i Rozrywki. Jak zwykle cała nasza ferajna wystartowała na trasie dla początkujących  tylko ze względu na niespodzianki jakie zawsze szykują dla uczestników organizatorzy na trasie dla starszych. Jak już o tym pisaliśmy we wcześniejszych relacjach są to poprzerabiane mapy, które przy naszych zdolnościach zaprowadziły by nas do nikąd. Wiec ja z żonką potraktowaliśmy sobie start jako mały joging na orientację myśląc, że warto się trochę spocić. A dzieciaki z moją siostrą jako dobrą zabawę i spędzony mile czas. A było warto bo pogoda naprawdę pierwsza klasa. Impreza ściąga już stałych bywalców i można było wśród uczestników rozpoznać twarze już znane co sprawiało wrażenie uczestnictwa w gronie dobrych starych znajomych. Jak zwykle jako chorzowianina nie mogło zabraknąć Artura z teamu Dziabniętych. Była okazja powspominać i wymienić się wspomnieniami z imprez i wypraw.  Z ekipą dziabniętych łączą nas wspólne imprezy jako chyba jedyni amatorzy na tamten czas poznaliśmy się na Zimowym Taimexie. I od tamtej pory nasze losy się przeplatają. Naprawdę obserwując ten team to zrobili duży krok. A ja dalej w miejscu. Na szczęście takie spotkania działają mobilizująco i postanowiłem wziąć się w garść i wrócić od systematycznego napierania. J  Wracając do imprezki naprawdę super, wszyscy zadowoleni i z poczuciem fajnie i spędzonej niedzieli. Zjedliśmy obiadek u siorki i wróciliśmy do domku. A ja niestety przedłużyłem sobie niedzielę na nocnym dyżurze w pracy. Oby więcej takich imprez. Następną „Pierwszy Śnieg” organizatorzy szykują na listopad mam nadzieję, że jeszcze śniegu nie będzie i będzie „Piękna Złota Polska Jesień” jak w ubiegłym roku.

Centralny Obóz Tatrzański KTJ PZA

Email Drukuj PDF

Oprócz naszej klubowej działalności od 23 lat realizuję swoją pasję jaką są jaskinie, a od 11 spełniam się jako instruktor próbując przekazać całą wiedzę i pasję młodym adeptom tego pięknego sportu. Na naszych łamach sygnalizowałem już kilaka razy tą tematykę. W ostatni weekend września miałem przyjemność poprowadzić grupę już nie kursantów ale świeżo upieczonych taterników jaskiniowych do najgłębszego w Polsce systemu jaskiniowego jakim jest system Jaskiniowy Wielkiej Śnieżniej. Składa się on z połączenia 5 jaskiń (Wielkiej Śnieżnej, Nad Kotlinami, Wielkiej Litworowej, Wilczej i Jasny Awen) – ciekawskich i żadnych wiedzy odsyłam do Wikipedii gdzie na hasło jaskini można poznać historie, dane wielkościowe głębokość długości itp. Po krótkiej penetracji wikipedii czas wrócić do ostatniego weekendu gdzie to w piątek wieczorem stanąłem w progu bazy u pani Mrowcowej w Kirach. Ku mojej radości oprócz kadry miałem okazje zobaczyć 3 moich byłych kursantów, którzy po kursach zagnieździli się w innych klubach. Po decyzji dostaję najsprawniejszą ekipę z ambitnym planem eksploracji jaskini Nad Kotlinami. Większość ekipy to członkowie Tarnogórskiego Klubu Jaskiniowego. W tak doborowym towarzystwie ruszamy w masyw Czerwonych Wierchów – pogoda łaskawa chociaż w nocy zapowiadają opady. Napieramy i po kilku godzinach marszu docieramy do otwóru gdzie wita nas zardzewiała krata. Wracają wspomniena z ostatnich akcji. A najbardziej dla mnie istotne z roku 2001 gdzie podczas mojego kursu instruktorskiego mijałem nosze z ciałem mojego instruktora i wspaniałego człowieka Waldzia Muchy, który swoje ostatnie chwile życia spędził w Studni z mostami. Pamiętając o tym fakcie zabrałem znicz który zapłonął pod tablicą pamiątkową podczas akcji na dnie Studni z mostami. Mijają kolejne godziny studnia za studnią idzie wszystko sprawnie od czasu do czasu korygując drobne blędy docieramy do połaczenia z Jaskinią Wielką Śnieżną. Batonik, jakaś kapeczka i czas zacząć drogę powrotną. Jestem pod wrażeniem współpracy zespołu, czekają na worki podają je na bieżąco do przodu. Szczególnie uznanie dla dziewczyn, pomimo drobnej konstrukcji płci pięknej nie straszny im trud, któremu zmierzają czoła. Po 15h znowu widzimy niebo niestety lekko pokryte chmurami, które opadają i przez chwilę musimy w nich brodzić. Zmęczeni ale usatysfakcjonowani docieramy do bazy gdzie po 2h snu przyjdzie mi się zmierzyć z zatłoczoną zakopianką. Tak naprawdę nie wiem co mnie bardziej wymęczyło: jaskinia czy tłoczna droga do domu. Jeszcze raz dzięki za akcję, po której mam dużo satysfakcji głównie z sukcesu pedagogicznego, którego byłem twórcą kilka lat wcześniej ponieważ na akcji miałem dwa moje produkty Magdę i Marcina. Dobrze być nauczycielem dla doświadczania takiej satysfakcji.

Zamieszone zdjęcie pochodzi z zasobów Międzynarodowego Konkursu Fotografii Jaskiniowej im. Waldemara Burkackiego i przedstawia studnię „Mokrą 40-stkę” z Jaskini Nad Kotlinami autorstwa Artura Żery.

I Zagłębiowski Rajd Przygodowy

Email Drukuj PDF

Niestety w ostatnim czasie palny krzyżowała mi praca.  Ale synchronizując mój grafik z kalendarium rajdów okazuje się, że nareszcie mogę sobie z mapą pobiegać. Od razu zapisałem się i opłaciłem wpisowe na rajd naszych dobrych znajomych z Garudy. Znając ich z rajdu w Katowicach widziałem czego można się spodziewać. Dodatkowa zaleta - blisko. Odliczając upragnione dni nagle zong muszę pojawić się w Kłodawie wspomóc mojego brachola w pracach piaskarskich na kopalni soli. Szkoda ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Vajrę będą reprezentowały moje dziewczyny chyba pierwszy raz samodzielnie. Sobota rano upewniam się czy zestresowane nie odpuściły - dzwonię okazuje się, że są na odprawie. 22 września ruszyły pierwszy telefon z żalami mamy że córa nie chce napierać, a rajd im się podoba, motywuję żeby w swoim tempie biegły i się dobrze bawiły. Czas płynie godzina 12.00 – nagle dramatyczny telefon od żony, że wpadła do rzeki po pachy wsiadając do kajaka i kończy rajd. W żadnym wypadku macie napierać, żeby zahartować się na inne rajdy. Mokra szczająca zębami moja dziewczyna przełamała samą siebie dotarła do mety. Potem z zadowoleniem opowiadając ze szczegółami cały przebieg. Oglądając mapę relacjonowała po kolei wszystkie punkty. A z nosa katar kapał na mapę tworząc nowe PK, no cóż hartowanie czasami trzeba odchorować. Czego tam nie było kajaki, babki z piasku, różnorakie zadania logiczne połączone z wychodzeniem na kościoły, schodzenie na dół w czeluść kopalni, kręgle, ścianka wspinaczkowa i wiele wiele innych, których trudno mi było spamiętać. Sam zazdrościłem, że mnie tam nie było, mam nadzieję, że za rok nie odpuszczę. Na zakończenie fascynująca prelekcja, rozdanie nagród, gadżetów i koszulek. Córa nawet wygrała w konusie rękawiczki rowerowe odgadując na pytanie o obwód Pogorii III. Po tych całych przejściach zaślimaczone i chore nadal dziewczyny deklarują powrót za rok, ale mają nadzieję, że kajaków nie będzie. Jestem z nich dumny jako tata i mąż – dobrze, że nie siedzą przed telewizorami tylko uruchomił się w nich duch sportowy.

Strona 8 z 36