Stowarzyszenie Vajra

vajra baner.jpg

Nasze Imprezy - kliknij w baner

 

 

 

 

 

Aktualności Vajra

Ostatni kwietnowy weekend – czyli realacja z dwóch światów

Email Drukuj PDF

Tytuł trochę zwodniczy, ale będzie to krótka relacja z dwóch imprez, które odbyły się w ostatni weekend kwietnia. Dlaczego z dwóch światów – ponieważ nie tylko charakter tych imprez inny ale również pogoda odmienna.

Imprezy figurowały w moim kalendarzu od dawna. Pierwsza to już cykliczna impreza, na której bywam, czyli III Rajd przygodowy w Katowicach, a druga 12 Cracovia Maraton, w którym wystartowałem poniekąd ze sknerstwa. Jakiś czas temu powiedziałem sobie, że nie startuję już w biegach ulicznych i nie miałem w nim startować. Ale zaczniemy od początku.

Więcej…

III Rajd Czterech Żywiołów - ruszamy

Email Drukuj PDF

Ruszamy z przygotowaniami

III edycji Rajdu Czterech Żywiołów.

8-9 czerwca 2013r

Jak co roku coś nowego. Nareszcie po perypetiach wystartowała nowa strona pod adresem www.rajd.vajra.org.pl. Zapraszamy do śledzenia aktualności. Na bieżąco bedziemy wrzucać wszystkie informacje. Działa już formularz zgłoszeniowy.

 

AREC - Mistrzostwa Europy w Rajdach Przygodowych

Email Drukuj PDF

Te zawody planowałem już od dawna i pomimo pełnej świadomości tego, że będę obstawiał tyły postanowiłem wystartować aby powalczyć ze swoimi słabościami. Zacząłem poszukiwania partnera i kiedy już straciłem nadzieję, że go znajdę kolega z pracy podsunął mi jedną kadydaturę. Ku mojej radości zdodził się ale podejrzewam, że zgoda była podyktowana brakiem świadomości tego, co nas czeka więc szybko opłaciłem wpisowe, aby zaklepać temat :) Ruszyły przygotowania – głównie sprzętu ponieważ treningi jakoś dziwnie kolidowały z życiem codziennym ale wyrwałem kilka treningów razem z córą w jej klubie. Wreszcie nadszedł ten upragniony czwartek dzień wyjazdu – minimalne donosy z rejonu zawodów już docierały, ponieważ dwa dni wcześniej ruszyła trasa długa ok. 500 km dla elit. My szaraczki pojawiliśmy się w czwartek póżnym popołudniem w Gładyszowie w Beskidzie Niskim. Pogoda wymarzona na zimowe zawody, czyli śniegu napadało, chociaż mogłoby troszkę więcej ponieważ pod świeżym puchem skrywała się warsetwka lodu, a pod lodem znowu śnieg, co powodowało małe trudnosći w poruszaniu – na szczęście w większości szlak już był przetarty. Zdaliśmy przepaki, kolacyjka dobry bigosik z kawałkiem kiełbasy oraz zupka uzupełniała nasze przyszłe straty energetyczne. Odprawa, rozdanie map i już prawie wszystko jasne, działamy planujemy trasę przed jutrzejszym startem. Wczesnym porankiem zapakowano nasz do autokaru i przewieziono jak niewiniątka na rzeź – czyli na start. Prolog mapa szwajcaka, czyli prawie nic i tu przydał się udział w ostatnej Śnieżynce Czartaka gdzie takie skąpe mapy są normą. Po prologu ku naszemu zdziwieniu nie byliśmy ostatni ruszyliśmy na treking. Szliśmy jak po nitce zaliczając kolejne PK. Docieramy do Kasztelanki gdzie znajdowało się pierwsze zadanie specjalne czyli most tyrolski przez rzekę – ku naszej radości orgazniztor zafundował nam atrakcję nie wymagającą zangażowania naszych buł. Ubraliśmy uprzęże i puszczono nas w dół. Dalej było troszke podejść i na zejściu pierwszy błąd nawigacyjny kosztujący nasz ponad 1h. Po następnym podejściu osiągamy PK 6, teraz już z górki i do ciepła czyli przepaku na PK 7.  W drodze już mijaliśmy chłopaków z obsługi zbierających lampiony co oznaczało, że goni nasz limit czasu. Docieramy szybko do przepaku z godzinnym zapasem i tu kolejne zadanie sprcjalene, po zapamiętaniu zdjeć tzeba było w skansenie odnaleść te miejsca z fotografi i podbić perforatory. Poszło chyba ok tylko z jedną pomyłeczką. Dalej rowery, ale wcześniej małe przebranko i tu zong Marcin nie zabrał skarpet, ale jak na starego trapera przystało szybko zrobił onuce ucinając końcówki kalesonek. Ruszamy ku PK 8 zabytkowej cerkiewki. Docieramy śnieżek miło pruszy, dalej planujemy się przeprawić przez przełęcz owczarską – i tu kolejne straty. Sugerując się odśnieżoną drogą docieramy w głąb lasu gdzie spotykamy kolejne 2 zespoły, które zawracały. Jedna ekpia wycofuje się z powodu awarii rowerów, druga ekipa dwóch pań planuje obejchać na około i jak się okazało potem był to lepszy wariant. My uparliśmy się przebić przez przełęcz po nikłych śladach przez 6 km pchania rowerów docieramy do asfaltu – kolejne straty cennych minut. Po spojrzeniu na zegarek podejmujemy decyzję o opuszczeniu PK 9 i 10 gdzie było zadanie specjalne. Ruszamy do schroniska gdzie czeka na nas ciepła herbatka i etap narciarski. Na przepaku tłoki, bo i ekipy z trasy długiej również się tu znalazły.  Po pół godzinie ruszamy w blisko trwajacy dla nas 8h etap narciarski zakończony zwiezieniem mnie przez oraganizatorów z powodu kłopotów żołądkowych. Ale o tym za chwilę. Trasa piękna suniemy niebieskim szlakiem w kirunku Schoniska PTTK, gdzie znajdował się punkt 12 i gdzie kuszeni byliśmy przez chłopaków spożywajacych prawodpodeobnie loklne trunki. Spory zjazd w dół zakończony przeze mnie kilkoma upadkami, ale nie dziwota kiedy to po raz pierwszy miałem biegówki na nogach. W przeciwieństwie do mojego partenera, który pomimo 8 letniej przerwy śmigał jak zawodowy narciarz. Czyli to pewnie jest tak jak z jazdą na rowerze czyli się nie zapomina. I to miejsce, aby czas zacząść opowieść końcową czyli jak  doszło do naszego wycofania, którego oczywiście żałowaliśmy. Już w drodze do schoniska zacząłem odczuwać lekki dyskomfort w żołądku, troszkę mnie zaczął pobolewać, a w gardle zaczęła mnie męczyć zgaga. Po ostrym podejściu do PK13 było już tylko coraz gorzej, co jakiś czas musiałem zatrzymywać się aby powstrzymwyać kolejne fale bólu brzucha. Nawet prowokacja wymiotów nic nie pomogła bo w żołądku nic nie było. Przypomniała mi się od razu sytuacja z naszego rajdu jak z takimi samymi objwami zwieźliźmy zawodnika. Mijały kolejne godziny i błąd nawigacyjny, który przypieczętował decyję. Marcin zatrzymał się aby wymienić baterie, a ja skupiając się na bólu pomknołęm na wprost za jakimiś śladam,i a że było z górki to szybko poszło w dół, po chwili dogonił mnie Marciam i razem stwierdziliśmy, że to nie ten ślad ponieważ tylko po jednych nartach, kierunek też nie ten. Czemu brnęliśmy w to dalej ??? Koncepcja była taka aby zjechać w dół do drogi. Zaczęło świtać i dzień pokazał miejsce naszego położenia. Ja już się skręcałem z bólu i poprosiłem mojego partnera aby pomknął przodem do drogi i czekał na transport. Gdy dotarłem do niego po 5 minutach zwinął nas ogr. Zawiózł nas do schroniska lekarz dał leki i zaczęło puszczać. Teraz już wiem, że pasuje mieć coś w apteczce na takie dolegliwości a nie tylko środki przeciwbólowe. Żurek, który nam zjedzono przesądził o podjęciu decyzji o wycowfie. Jeszcze chwiala zabawy z logiką i zabieramy się z organizatorem na bazę gdzie tabletki zaczeły działać i byłem jak nowo narodzony. Zaczęło boleć mnie serce i to nie z powodów kardiologicznych tylko zbyt pochopnych decyzji bo mogliśmy napierać dalej. Na koniec jeszcze naprawa koła w moim samochodziku ponieważ gdzieś zeszło powietrze przez noc. Mała drzemka i powrót. A i na koniec jeszcze mały wywiadzik dla dziewczyn z kółeczka filmowego ZHP – gadałem bzdury, ale obiecały że się wytnie co trzeba. Na koniec podsumowując to naprawdę faja impreza – organizacyjnie dopięta na ostatni guzik, pogoda jak na zamówienie, rejony bajeczne. Satysfakcja z walki – jest, ponieważ jak nie patrząc 24h napierania w zimię to kawał fajnej przygody, z lekkim niedosytem można powiedzieć, za rok rajd do poprawki.  No i jak by to nie było braliśmy udział w Mistrzostwach Europy w Rajdach Przygodowych. HEJ

 

Czołowa fotka ze strony www.silne-studio.pl - tam można również obejrzeć inne fotki z AREC-a, garść informacji na stronie www.zima_2013.team360.pl/

Strona 6 z 36